Jest mi dziś smutno. Zasmucił mnie zapach powietrza i układ cieni zachodzącego słońca. Wszystko brzmiało jak zeszłoroczne lato.
I znów nie wiem, czego chcę. Mam nadzieję, że to tylko okres przejściowy przed przełomem, który ma nastąpić we wrześniu. Którego się boję. I na który czekałam cały rok, a jednak im bliżej 29 września, tym bardziej chcę, by życie przestało iść naprzód.
Studia w Londynie? Czy to kiedykolwiek był dobry pomysł? Sama nie wiem.
Ale moim marzeniem jest zostać ilustratorem, więc nie zatrzymam się, choć strach dławi mi gardło.
I jedyne, czego jestem pewna, to że wciąż pragnę tej jednej rzeczy i pragnę jej egoistycznie, kosztem innych. Wciąż samej ciężko mi się do tego przyznać. Poświęcam jej jednak zdecydowanie za dużo myśli okrężnych.
Chcę na wieś. Chcę przycupnąć przy kupce kamieni i małym klonie, gdzie wyryłam swoje inicjały będąc jeszcze dzieckiem. Chcę podejść na skraj pola, spojrzeć na słońce zachodzące za wąskim paskiem lasu na końcu horyzontu. Wciągnąć nosem zapach ziemi, suchej trawy i krów. Odwrócić się na pięcie, przejść obok stosu pustaków, pożegnać psa na łańcuchu. Otworzyć furtkę, zaskrzypieć zawiasami i szybko wbiec po schodach, do domu, do drzwi, omal nie upadając na kolano. Wejść do zimnego przedpokoju, otworzyć drzwi kuchni. Niech zaleje mnie światło taniej żarówki, jak już wyplączę się z kolorowych pasków chroniących pomieszczenie przed muchami. Chciałabym zapytać babci, czy mogę zjeść płatki na kolację z zimnym mlekiem. A potem położyć się, w zupełnej ciszy nie mąconej odgłosami miasta, w ciemności pozbawionej światła latarni za oknem.
I zasnąć bez zmartwień.
Czy już zawsze będę tęsknić za tym, co minęło? Zamknęłam za sobą zbyt dużo drzwi. Wciąż słyszę echo trzasku, jakie wydały.
Summertime sadness, jak się patrzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz