Szczęście wyparowało.
Aby pozostało całkowicie jasnym - opisywać będę właśnie egoistycznie swój stan ducha na chwilę obecną, właśnie trwającą i zatruwającą mi pogląd na resztę życia. Co będę czuć za piętnaście minut, tego sama nie wiem.
Mimo to, teraz (o ile da się w ogóle zdefiniować takie pojęcie. Czas pędzi do przodu bez opamiętania, nie pozwalając się nawet owemu 'teraz' przyjrzeć) jestem niczym stara szmata wyprana ze wszelkich pozytywnych uczuć, brak mi jakiejkolwiek nadziei i wszystko rozpływa się w tłustą, bezkształtną, szarą breję pachnącą deszczem i mokrym papierem.
Ostatnio pisałam o swoim nienaturalnym szczęściu. Znalazłam jego przyczynę. Przyczyna była niczym fajerwerk - szybka, gwałtowna, ekscytująca, niedorzeczna, kolorowa i śmieszna.
Ale się spalił.
Wybuchł mi przed twarzą.
Znów byłam głupia, po postanowiłam w ogóle go odpalić.
Ja najzwyczajniej na Świecie po prostu nie zasługiwałam na ten fajerwerk. Czemu w ogóle wyobrażałam sobie, że to może się udać? Nie mam teraz brwi, a oczy łzawią mi od dymu.
Płakałam dziś, bo przez moment wydawało mi się, że trzymaczka na ostrygową kartę (że też się posłużę dosłownym tłumaczeniem) wypadła mi z tylnej kieszeni i zostanę pozbawiona dowodu, karty debetowej, ostrygowej karty, karty bibliotecznej i karty lojalnościowej z Nero.
Wyobraziłam sobie, jak przez swoją głupotę nie polecę do domu w sobotę.
I przypomniałam sobie o fajerwerku.
Zrobiło mi się w ogóle bardzo smutno.
Jutro pewnie dostanę okresu.
Spróbuję zrobić choć część tego letniego zadania. Muszę w końcu ruszyć z miejsca, strach nie jest wymówką.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bzdury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bzdury. Pokaż wszystkie posty
8/21/2014
7/29/2014
'Summertime sadness' pełną parą.
Jest mi dziś smutno. Zasmucił mnie zapach powietrza i układ cieni zachodzącego słońca. Wszystko brzmiało jak zeszłoroczne lato.
I znów nie wiem, czego chcę. Mam nadzieję, że to tylko okres przejściowy przed przełomem, który ma nastąpić we wrześniu. Którego się boję. I na który czekałam cały rok, a jednak im bliżej 29 września, tym bardziej chcę, by życie przestało iść naprzód.
Studia w Londynie? Czy to kiedykolwiek był dobry pomysł? Sama nie wiem.
Ale moim marzeniem jest zostać ilustratorem, więc nie zatrzymam się, choć strach dławi mi gardło.
I jedyne, czego jestem pewna, to że wciąż pragnę tej jednej rzeczy i pragnę jej egoistycznie, kosztem innych. Wciąż samej ciężko mi się do tego przyznać. Poświęcam jej jednak zdecydowanie za dużo myśli okrężnych.
Chcę na wieś. Chcę przycupnąć przy kupce kamieni i małym klonie, gdzie wyryłam swoje inicjały będąc jeszcze dzieckiem. Chcę podejść na skraj pola, spojrzeć na słońce zachodzące za wąskim paskiem lasu na końcu horyzontu. Wciągnąć nosem zapach ziemi, suchej trawy i krów. Odwrócić się na pięcie, przejść obok stosu pustaków, pożegnać psa na łańcuchu. Otworzyć furtkę, zaskrzypieć zawiasami i szybko wbiec po schodach, do domu, do drzwi, omal nie upadając na kolano. Wejść do zimnego przedpokoju, otworzyć drzwi kuchni. Niech zaleje mnie światło taniej żarówki, jak już wyplączę się z kolorowych pasków chroniących pomieszczenie przed muchami. Chciałabym zapytać babci, czy mogę zjeść płatki na kolację z zimnym mlekiem. A potem położyć się, w zupełnej ciszy nie mąconej odgłosami miasta, w ciemności pozbawionej światła latarni za oknem.
I zasnąć bez zmartwień.
Czy już zawsze będę tęsknić za tym, co minęło? Zamknęłam za sobą zbyt dużo drzwi. Wciąż słyszę echo trzasku, jakie wydały.
Summertime sadness, jak się patrzy.
I znów nie wiem, czego chcę. Mam nadzieję, że to tylko okres przejściowy przed przełomem, który ma nastąpić we wrześniu. Którego się boję. I na który czekałam cały rok, a jednak im bliżej 29 września, tym bardziej chcę, by życie przestało iść naprzód.
Studia w Londynie? Czy to kiedykolwiek był dobry pomysł? Sama nie wiem.
Ale moim marzeniem jest zostać ilustratorem, więc nie zatrzymam się, choć strach dławi mi gardło.
I jedyne, czego jestem pewna, to że wciąż pragnę tej jednej rzeczy i pragnę jej egoistycznie, kosztem innych. Wciąż samej ciężko mi się do tego przyznać. Poświęcam jej jednak zdecydowanie za dużo myśli okrężnych.
Chcę na wieś. Chcę przycupnąć przy kupce kamieni i małym klonie, gdzie wyryłam swoje inicjały będąc jeszcze dzieckiem. Chcę podejść na skraj pola, spojrzeć na słońce zachodzące za wąskim paskiem lasu na końcu horyzontu. Wciągnąć nosem zapach ziemi, suchej trawy i krów. Odwrócić się na pięcie, przejść obok stosu pustaków, pożegnać psa na łańcuchu. Otworzyć furtkę, zaskrzypieć zawiasami i szybko wbiec po schodach, do domu, do drzwi, omal nie upadając na kolano. Wejść do zimnego przedpokoju, otworzyć drzwi kuchni. Niech zaleje mnie światło taniej żarówki, jak już wyplączę się z kolorowych pasków chroniących pomieszczenie przed muchami. Chciałabym zapytać babci, czy mogę zjeść płatki na kolację z zimnym mlekiem. A potem położyć się, w zupełnej ciszy nie mąconej odgłosami miasta, w ciemności pozbawionej światła latarni za oknem.
I zasnąć bez zmartwień.
Czy już zawsze będę tęsknić za tym, co minęło? Zamknęłam za sobą zbyt dużo drzwi. Wciąż słyszę echo trzasku, jakie wydały.
Summertime sadness, jak się patrzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)