7/26/2014

Lato czasem bywa w porządku.

Ogółem nie cierpię tej pory roku, gdyż temperatura wytapia ze mnie wszelką chęć do życia.
Ale dzisiaj jest w porządku.

Skończył się jeden z najokropniejszych tygodni jakie udało mi się przeżyć w Londynie. Dzisiaj jest sobota i obudziłam się naturalnie, o godzinie jedenastej, nie wyrwana wystrzałem wibracji mojego telefonu o 3:40, czym zaszokowałam swój organizm, bo posiadam dziś dwa piękne, fioletowe półksiężyce pod oczami, choć powinno być zupełnie na odwrót.
(i znów zbudowałam zdanie na cały akapit, od zawsze było to moją klątwa)

Obecnie siedzę w zachwycającej wylęgarni instagramowego hipsterstwa (można to również nazwać kawiarnią) i próbuję wyobrazić sobie, że jestem jednym z owych, londyńskich indywiduów, którzy mają tak fajną pracę, że mogą wydawać 15 funtów na kawę i omlet.
Co i tak niechybnie uczyniłam, choć moja praca nie jest fajna w ogóle.

Ale teraz, w tej dokładnie zbyt szybko przemijającej chwili, jestem indywiduem... Indywiduą? Indywidualistką! Albowiem piszę notkę na swojego ultra-hipsterskiego, przez nikogo nie czytanego bloga i zaraz zacznę kolejny, niczym nie wykraczający poza moje obecne umiejętności rysunek za pomocą tabletu graficznego, licząc, że kogoś może na to poderwę.


Lecz mimo wszystko, jest dziś pięknie, choć gorąco, oddycham nadzieją na lepsze jutro i powietrze pachnie wspomnieniami.


Odpoczywam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz