Ogólnie rzecz biorąc, nie frasuje mnie absolutnie nic co dotyczy kwestii treści i prowadzenia tego bloga. Po raz pierwszy w swojej karierze internetowej absolutnie nie posiadam zwykłej dla mnie potrzeby parcia na szkło. Po próbach osiągnięcia sukcesów na witrynach deviantarta, bloga onetowego, fotobloga czy sędziwego buzzneta uwalniam się od chęci bycia docenionym.
(Pomińmy zatem w ironicznej ciszy fakt, że wciąż utrzymuję styl pisania, jakbym kierowała go do potencjalnych czytelników, może jednak swoich pobudek nie da się stłumić w pełni)
Prawda jest też taka, że czas już jakiś brakuje mi pisania. Odkąd kontakt mój i mojej Najbliższej Przyjaciółki urwał się zupełnie, nie ma nikogo, z kim mogłabym dzielić swe dziwne zapędy do pisania powieści o celebrytach (mając lat dwadzieścia, można to uznać za pewne wypaczenie), a że utknęłam gdzieś pomiędzy resztkami talentu a ledwo iskrzącym potencjałem na pisarza (przynajmniej tatuś mi mówił, że powinnam pisać fantastykę), uciekam znów do prowadzenia bloga.
Niech to będzie mój dziennik. Po raz drugi w swoim życiu i niezbyt długim odcinku czasowym stoję na progu ogromnych zmian i najzwyczajniej w Świecie mam ochotę zawinąć się w koc i nigdy stamtąd nie wychodzić, że też się posłużę tą nadużywaną metaforą.
Strach będzie moim największym wrogiem, zawsze był, o czym świadczy ten rok. Był zupełnie absurdalny. Mogłabym próbować zgadywać latami jak potoczy się mój los po wyjeździe do Londynu, ale na pewno nie wpadłabym na to, co wydarzyło się w przeciągu ostatnich miesięcy.
A i tak jest mi smutno, że niedługo zakończę ten etap. Pewne jego elementy już spłonęły, ale wciąż wpatruję się zrozpaczona w tę żałosną kupkę popiołu, jakby miałby z niej powstać feniks, tyle, że życzyłabym sobie, aby był inny i niczego nie pamiętał z poprzedniego życia. Może kiedyś wyjaśnię tę zawiłą metaforę. Na razie nie jestem na to gotowa.
Zakończmy na tym pierwszy wpis w dzienniku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz