Miesiąc przerwy od studiów. Oszaleję. Niby okres z dawna wyczekiwany, by dogonić własne lenistwo, ale też i ogromne ryzyko by znów rozpuścić się w codziennych czynnościach, takich jak picie kawy przez dwadzieścia siedem minut czy oglądanie własnej twarzy, próbując dowiedzieć się, dlaczego moje życie wygląda tak, a nie inaczej.
Panie najsłodszy, pozwól mi tym razem pokonać swą wewnętrzną kluskę i spełnić wszystkie cele tej przerwy świątecznej! Szczególnie upraszam się o znalezienie w sobie siły, aby wreszcie odkleić się od pewnej idei.
Czasem naprawdę potrafię sformułować w sobie postanowienie na tyle silne, na tyle sensowne by śmiało zrobić pierwszy krok i z mlaskiem oderwać palce od tej lepkiej myśli. Tak łatwo jednak moją silną wolę zdruzgotać jednym pociskiem błękitu, spięciem materii, naelektryzowaniem tkanki, przeszyciem dźwięku!
Żyję w jakimś licho utkanym kokonie pozornie stworzonego bezpieczeństwa. Tracę czasem poczucie prawdziwości swego życia. Co tak naprawdę jest w nim namacalne, ukształtowane i pewne? Przedmioty? Płaszcz, torebka i karta bankowa? Cierpię na zanik rozsądku. Pewnego dnia ściana runie.
Ta ostatnia myśl, wiedzie mnie do knowań na temat znakomitej mej umiejętności od wyrzynania całych kawałów swego życia, zupełnie jakby były zepsutym kawałkiem jabłka, czymś, co należy usunąć, by na powrót uzyskać estetyczność przedmiotu. Na chwilę obecną posiadam całą połać, łąkę wspomnień, na którą zapuszczam się tylko po to, by zrobiło mi się bardzo nieprzyjemnie na żołądku i uciec czym najprędzej, powstrzymując mdłości. Nie jest to tylko metafora. Pewne powroty w przeszłość prawdziwie wywołują we mnie fizyczny dyskomfort.
Mowa-trawa. Błądzę. Szyfruję. Bezcelowo, ale lepiej dmuchać na zimne.
Autokrytyko, dosięgnij swego celu!
Czasem naprawdę potrafię sformułować w sobie postanowienie na tyle silne, na tyle sensowne by śmiało zrobić pierwszy krok i z mlaskiem oderwać palce od tej lepkiej myśli. Tak łatwo jednak moją silną wolę zdruzgotać jednym pociskiem błękitu, spięciem materii, naelektryzowaniem tkanki, przeszyciem dźwięku!
Żyję w jakimś licho utkanym kokonie pozornie stworzonego bezpieczeństwa. Tracę czasem poczucie prawdziwości swego życia. Co tak naprawdę jest w nim namacalne, ukształtowane i pewne? Przedmioty? Płaszcz, torebka i karta bankowa? Cierpię na zanik rozsądku. Pewnego dnia ściana runie.
Ta ostatnia myśl, wiedzie mnie do knowań na temat znakomitej mej umiejętności od wyrzynania całych kawałów swego życia, zupełnie jakby były zepsutym kawałkiem jabłka, czymś, co należy usunąć, by na powrót uzyskać estetyczność przedmiotu. Na chwilę obecną posiadam całą połać, łąkę wspomnień, na którą zapuszczam się tylko po to, by zrobiło mi się bardzo nieprzyjemnie na żołądku i uciec czym najprędzej, powstrzymując mdłości. Nie jest to tylko metafora. Pewne powroty w przeszłość prawdziwie wywołują we mnie fizyczny dyskomfort.
Mowa-trawa. Błądzę. Szyfruję. Bezcelowo, ale lepiej dmuchać na zimne.
Autokrytyko, dosięgnij swego celu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz