Szczęście wyparowało.
Aby pozostało całkowicie jasnym - opisywać będę właśnie egoistycznie swój stan ducha na chwilę obecną, właśnie trwającą i zatruwającą mi pogląd na resztę życia. Co będę czuć za piętnaście minut, tego sama nie wiem.
Mimo to, teraz (o ile da się w ogóle zdefiniować takie pojęcie. Czas pędzi do przodu bez opamiętania, nie pozwalając się nawet owemu 'teraz' przyjrzeć) jestem niczym stara szmata wyprana ze wszelkich pozytywnych uczuć, brak mi jakiejkolwiek nadziei i wszystko rozpływa się w tłustą, bezkształtną, szarą breję pachnącą deszczem i mokrym papierem.
Ostatnio pisałam o swoim nienaturalnym szczęściu. Znalazłam jego przyczynę. Przyczyna była niczym fajerwerk - szybka, gwałtowna, ekscytująca, niedorzeczna, kolorowa i śmieszna.
Ale się spalił.
Wybuchł mi przed twarzą.
Znów byłam głupia, po postanowiłam w ogóle go odpalić.
Ja najzwyczajniej na Świecie po prostu nie zasługiwałam na ten fajerwerk. Czemu w ogóle wyobrażałam sobie, że to może się udać? Nie mam teraz brwi, a oczy łzawią mi od dymu.
Płakałam dziś, bo przez moment wydawało mi się, że trzymaczka na ostrygową kartę (że też się posłużę dosłownym tłumaczeniem) wypadła mi z tylnej kieszeni i zostanę pozbawiona dowodu, karty debetowej, ostrygowej karty, karty bibliotecznej i karty lojalnościowej z Nero.
Wyobraziłam sobie, jak przez swoją głupotę nie polecę do domu w sobotę.
I przypomniałam sobie o fajerwerku.
Zrobiło mi się w ogóle bardzo smutno.
Jutro pewnie dostanę okresu.
Spróbuję zrobić choć część tego letniego zadania. Muszę w końcu ruszyć z miejsca, strach nie jest wymówką.
8/21/2014
8/01/2014
Zostałam zdemaskowana.
Mój blog zaszczycono odwiedzinami. Zgoła nieoczekiwanymi, albowiem obiecałam sobie, że nie pozwolę tego piśmienniczego padołu łez i narcyzmu przeczytać nikomu, kto kiedykolwiek miał ze mną okazję zamienić choć parę słów.
Lecz duet R&R doskonale wie, jak złamać resztki mojej asertywności i wczoraj moje uszy prawie dosłownie zapłonęły ogniem. Dlaczego ja nie potrafię powiedzieć 'nie'? Głupia, nie powinnam w ogóle o nim wspominać.
Nie tym jednak chciałam zatruwać meandry Internetu.
Mianowicie, od kilku dni tkwię w niezaprzeczalnie kleistym, wszechobecnym, rozrywającym mi płuca szczęściu. Skąd ono się wzięło? Jeszcze ostatnia notka była godnym pożałowania łabędzim śpiewem mojego umierającego optymizmu.
Zupełnie jakbym otworzyła jedne z niedawno wspominanych zatrzaśniętych drzwi i zalała mnie fala światła od nich bijąca (albo miała raka mózgu, taki scenariusz też już rozważałam, dopuściłam się nawet dyskusji na ten temat z panną K.).
Coś się przepaliło, coś pstryknęło, z ucha wypadło mi kółko zębate i teraz cieszę się z zupełnie niepoważnych, nieistotnych szczegółów - takich jak Pan Żyd mówiący Pani Kasjerce w Tesco, że ma ładne okulary, plastikowych koralików połyskujących w słońcu, delikatnie obijających się o okno, mimowolnych uśmiechów przechodniów, dziadka trzymającego wnuka na oparciu balkonu, by mógł zobaczyć okolicę.
I jeszcze cieszą mnie oczy innych ludzi, uwielbiam się w nie patrzeć. Niesamowite, zawsze unikałam wzroku innych. Teraz najlepiej przepaliłabym ich swoim własnym, zajrzała na dno duszy, rozepchała się i bezczelnie zaczęła wypytywać o szczegóły.
Nie rozumiem, co się dzieje, ale wcale tego nie chcę. Płynę z prądem. Na jak długo?
Oby jak najdłużej.
Lecz duet R&R doskonale wie, jak złamać resztki mojej asertywności i wczoraj moje uszy prawie dosłownie zapłonęły ogniem. Dlaczego ja nie potrafię powiedzieć 'nie'? Głupia, nie powinnam w ogóle o nim wspominać.
Nie tym jednak chciałam zatruwać meandry Internetu.
Mianowicie, od kilku dni tkwię w niezaprzeczalnie kleistym, wszechobecnym, rozrywającym mi płuca szczęściu. Skąd ono się wzięło? Jeszcze ostatnia notka była godnym pożałowania łabędzim śpiewem mojego umierającego optymizmu.
Zupełnie jakbym otworzyła jedne z niedawno wspominanych zatrzaśniętych drzwi i zalała mnie fala światła od nich bijąca (albo miała raka mózgu, taki scenariusz też już rozważałam, dopuściłam się nawet dyskusji na ten temat z panną K.).
Coś się przepaliło, coś pstryknęło, z ucha wypadło mi kółko zębate i teraz cieszę się z zupełnie niepoważnych, nieistotnych szczegółów - takich jak Pan Żyd mówiący Pani Kasjerce w Tesco, że ma ładne okulary, plastikowych koralików połyskujących w słońcu, delikatnie obijających się o okno, mimowolnych uśmiechów przechodniów, dziadka trzymającego wnuka na oparciu balkonu, by mógł zobaczyć okolicę.
I jeszcze cieszą mnie oczy innych ludzi, uwielbiam się w nie patrzeć. Niesamowite, zawsze unikałam wzroku innych. Teraz najlepiej przepaliłabym ich swoim własnym, zajrzała na dno duszy, rozepchała się i bezczelnie zaczęła wypytywać o szczegóły.
Nie rozumiem, co się dzieje, ale wcale tego nie chcę. Płynę z prądem. Na jak długo?
Oby jak najdłużej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)