12/19/2015

Nienawidze nowej czesci Star Wars - a nawet jej jeszcze nie widzialam.

Okay. 

Poprawilo mi sie od ostatniego razu. Powiedzmy.
Opis mojego stanu serca do godziny mniej wiecej 13:00 dzisiejszego dnia wygladal tak:
1. W porzadku, tesknie za toba, jesli nie widze cie dluzej niz trzy dni, ale ten stan juz znamy - przerabialismy go na Klaptonowie. Po prostu lubie twoje towarzystwo. Tyle.
2. Tak, zrozumialam poniekad, ze nie bedziemy razem, ale bardzo (BARDZO!) chce abysmy zostali chociaz przyjaciolmi. Naprawde niewiele do tego trzeba pracy - po prostu moglibysmy widywac sie poza Railway? Chce bys potrzebowal mojego towarzystwa tak jak i ja potrzebuje twojego.

Punkt numer dwa zaczal sie dzisiaj spelniac 
On, Kretyn: Chodz ze mna na Star Wars! 
Ja, Idiotka: Jej, tak! Ale musisz poczekac, bo jutro nie moge.
On: Kretyn: No, okay. Niech bedzie.
On, Kretyn: Wiesz co? Jednak nie chce mi sie na ciebie dzien dluzej czekac. Pojde sam.
... 
...
...
...
Ja, Niezalezna i Silna Kobieta bez Rozumu (ale tylko w myslach): TO IDZ SAM, TY FRAJERZE, OBYS WYGLADAL ZALOSNIE WSROD TYCH WSZYSTKICH PERFEKCYJNYCH NERDOWSKICH PAR (ktora swoja droga moglibysmy byc!) i twoja strata, nic wiecej! Ekscytuj sie sam, wymieniaj komentarze z powietrzem. Wal sie. 

Teraz juz nic od ciebie nie chce. Nie mam sily. Jade do domu na Swieta i nic innego sie nie liczy. Dlaczego mi to zrobiles? Ja pewnie przesadzam - jednak wszyscy dobrze wiedza, jak latwo mnie zranic. Moje pytanie brzmi: Dlaczego sie wycofales? Dlaczego wciaz sie wycofujesz?! Idz do diabla. Ty diable. 


Umre na zgryzoty. Swieta prawda. 

12/05/2015

Wow.

polskie znaki - 404 server not found.
Moje zycie od ostatniego wpisu nieco sie zmienilo.



Tak, kupilam sobie MacBooka.
(I po raz kolejny zastanawiam sie, jaki jest sens stylizowania mojej wypowiedzi dla potencjalnych odbiorcow. Ja nie mam odbiorcow. Ja mam tylko przerosniete ego.)


W kazdym razie, powracam na ten padol lez, aby po raz kolejny wyzalic sie powietrzu. Naprawde licze na to, ze spisanie moich bardzo ludzkich i wlasciwie nikomu nie obcych, nudnych wrecz i codziennych problemow pozwoli mi sie jakos z nimi borykac.
Zdrowy rozsadek nie dziala. W kwestii tez rowniej dostalam tyle porad, ze spokojnie uzbieralaby sie sredniego rozmiaru broszurka na trzydziesci stron spisana Arialem osemka, a mimo to, nie dociera do mnie nawet jej okladka. Nawet oszukac siebie potrafie, odwracanie uwagi takze nie przynioslo skutkow.

Niniejszy manifest wydaje sie jedynym sensownym rozwiazaniem: (uwaga, wylaczam uzywanie szyfrow i pseudo-literackiego jezyka)
Precz z mojego zycia! Zniknij i abysmy w ogole razem nie pracowali (tak jak w przyszlym tygodniu), mam nadzieje, ze nawet nie bedziemy sie mijac pomiedzy zmianami - obys sie spoznial jak najczesciej, zebym mogla isc do domu, zanim twoja osoba zepsuje mi spokoj umyslu. Nie chce na ciebie patrzec ani slyszec twojego glosu, nie chce by absolutnie nawet jeden atom twojej obecnosci zaklocal moje jestestwo.
Nie chce abys sie wprowadzal do tego samego domu! Nie chce cie wcale, a najbardziej dlatego, ze mamy tak
DUZO
WSPOLNEGO
i
ja
przestalam sobie radzic
z tym calym cierpieniem
i to tak bardzo nie ma sensu
ze ja
wciaz mam nadzieje
ze moze kiedys bedziemy razem.

Jestem bardzo zmeczona. Bardzo.

Bycie mna mnie wykancza.
I nie bardzo wiem, jak uzyskac pomoc.

Musze cos zjesc. Musze przestac sie nim przejmowac.