Poprawilo mi sie od ostatniego razu. Powiedzmy.
Opis mojego stanu serca do godziny mniej wiecej 13:00 dzisiejszego dnia wygladal tak:
1. W porzadku, tesknie za toba, jesli nie widze cie dluzej niz trzy dni, ale ten stan juz znamy - przerabialismy go na Klaptonowie. Po prostu lubie twoje towarzystwo. Tyle.
2. Tak, zrozumialam poniekad, ze nie bedziemy razem, ale bardzo (BARDZO!) chce abysmy zostali chociaz przyjaciolmi. Naprawde niewiele do tego trzeba pracy - po prostu moglibysmy widywac sie poza Railway? Chce bys potrzebowal mojego towarzystwa tak jak i ja potrzebuje twojego.
Punkt numer dwa zaczal sie dzisiaj spelniac
On, Kretyn: Chodz ze mna na Star Wars!
Ja, Idiotka: Jej, tak! Ale musisz poczekac, bo jutro nie moge.
On: Kretyn: No, okay. Niech bedzie.
On, Kretyn: Wiesz co? Jednak nie chce mi sie na ciebie dzien dluzej czekac. Pojde sam.
...
...
...
...
Ja, Niezalezna i Silna Kobieta bez Rozumu (ale tylko w myslach): TO IDZ SAM, TY FRAJERZE, OBYS WYGLADAL ZALOSNIE WSROD TYCH WSZYSTKICH PERFEKCYJNYCH NERDOWSKICH PAR (ktora swoja droga moglibysmy byc!) i twoja strata, nic wiecej! Ekscytuj sie sam, wymieniaj komentarze z powietrzem. Wal sie.
Teraz juz nic od ciebie nie chce. Nie mam sily. Jade do domu na Swieta i nic innego sie nie liczy. Dlaczego mi to zrobiles? Ja pewnie przesadzam - jednak wszyscy dobrze wiedza, jak latwo mnie zranic. Moje pytanie brzmi: Dlaczego sie wycofales? Dlaczego wciaz sie wycofujesz?! Idz do diabla. Ty diable.
Umre na zgryzoty. Swieta prawda.